W wielu mikrofirmach właściciel nie pobiera normalnego wynagrodzenia. Podobnie bywa z małżonkiem, rodzicami czy dziećmi pomagającymi w działalności. Księgowo firma może wyglądać wtedy bardzo dobrze.
Przykład: firma osiąga miesięcznie 100 tys. zł sprzedaży, 80 tys. zł kosztów i 20 tys. zł wyniku. Wygląda nieźle.
Ale właściciel pracuje w niej codziennie po 9 godzin. Jego żona zajmuje się administracją i rozliczeniami po kilka godzin dziennie. Żadne z nich nie pobiera rynkowego wynagrodzenia.
Gdyby firma musiała zatrudnić menedżera za 12 tys. zł oraz osobę administracyjną za 5 tys. zł, ekonomiczny wynik spadłby z 20 tys. do około 3 tys. zł.
Nie ma w tym nic złego. Problem powstaje dopiero wtedy, kiedy przedsiębiorca uważa całe 20 tys. zł za zwrot z posiadania firmy.
Jeżeli po uwzględnieniu takiego kosztu firma nadal zarabia — mamy biznes zdolny generować zysk niezależnie od darmowej pracy właściciela.
Jeżeli wynik spada do zera, firma może być przede wszystkim dobrze płatnym miejscem pracy dla właściciela, a nie samodzielnie zarabiającym aktywem.
To bardzo istotne przy podejmowaniu decyzji o rozwoju, zatrudnianiu ludzi, sprzedaży firmy czy ocenie, czy warto dalej skalować działalność.